Wypadek
To było około września/października a może listopada 2006 roku. Cały ten rok zasiany w różnego rodzaju ,,osiemnastki”. Miałem jechać z Marcinem i Przemkiem (oboje z mojej klasy licealnej) na osiemnastkę do Marty do Liskowa (niedaleko Szałe). Mieliśmy wyruszyć około 18, ale zadzwonił Marcin i powiedział, że Przemek spóźni się i będzie około 19-15. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić do końca, byłem przygotowany, nie chciało mi się rozpoczynać gry, nie miałem nic do robienia.
Tutaj, pierwszy utwór jakiegokolwiek chrześcijańskiego zespołu od kiedy uwierzyłem w Jezusa i postawiłem Go na 1 miejscu.
A w następnym wpisie, utwór, przy którym modliłem się przed tym wypadkiem.
I zacząłem się modlić przez ponad godzinę, to był wspaniały czas, gdzie mogłem po raz kolejny powiedzieć Bogu jak bardzo Go kocham, jak bardzo zmienił moje życie. Sam nie wiem czemu, zacząłem modlić się o tą podróż ponad 30 minut, nigdy się tak długo o jakąkolwiek podróż nie modliłem. Zawsze to 1-2 minuty i tyle. Zacząłem modlić się o bezpieczeństwo, o dobrą drogę i o Jego prowadzenie tam i z powrotem.
Wracaliśmy do domu 2 samochodami około 1 w nocy z Liskowa. Ja siedziałem z przodu, Przemek prowadził, Michał, Aneta i Kasia siedzieli z tyłu. Ja z Przemkiem zapięci w pasy, cała trójka z tyłu – nie.
Jechaliśmy około 120-140 km/h. Była lekka mrzawka. Zbliżaliśmy się do tego rozwidlenia gdzie od strony Liskowa w prawo jedziemy na Szałe a w lewo do Kalisza, nikt z nas nie wiedział, że taki dystans pokonamy tak szybko. Dojeżdżając do tego zakrętu raz w prawo, raz w lewo i jeszcze raz w lewo, tuż przed krzyknąłem: ,,Przemek zwolnij, zakręt.”
Nawet nie zdążył naciśnąć hamulca, wszedł z prędkością około 110 km/h w pierwszy zakręt w prawo, co było dość udane zważywszy, że w ten drugi w lewo już nic nie zdołał zrobić. Udeżyliśmy tylnią częścią samochodu, jak się później okazało, i tylko cudem odbiliśmy w lewo i dojechaliśmy może jeszcze ze 100 m dalej. Zawsze będę wdzięczny, że nic nie jechało z przeciwnego pasa. Ale to nie koniec historii.
Okazało się, że uderzyliśmy tyłem, Aneta uderzyła się w głowę. Ja za telefon i dzwonię do chłopaków z 1 samochodu, żeby zawracali, a Oni myśleli że sobie jaja robię. Nie robiłem i dałem im to jasno do zrozumienia. Tył samochodu był zmasakrowany, z tego co pamiętam to chyba nie naprawiali go, ale dali do kasacji? Moge się mylić. Jakkolwiek musieliśmy zadzwonić po karetkę itd. dla Anety. Jak się później okazało spędziła tam tylko kilka dni, ze względu na te bóle głowy. Jak mi powiedziała: to chyba Bóg musiał nad nami czuwać naprawdę.
Jednak to nadal nie koniec. Jak zwykle po takich wypadkach po około miesiącu było przesłuchanie każdego z nas na temat tego co się wydarzyło. Każdy z nas był wypytywany o całe zdarzenie osobno. Wszedłem i pani zaczęła mi zadawać pytania. Po chwili zaczęła mówić:
- Czy zdaje pan sobie sprawę, że gdybyście uderzyli troszkę w inne miejsce tj. uderzenie nastąpiło by bardziej w tył lub w przód w drzwi pasażera to byłyby 3 trupy z tyłu?
- …
- Czy zdaje pan sobie sprawę, że gdyby nie ta latarnia w którą uderzyliście tyłem samochodu to wypadlibyście z trasy i byłoby 5 trupów?
- …
Wtedy do mnie dotarło co przeżyliśmy. Wtedy do mnie dotarło, dlaczego modliłem się wtedy w pokoju przez ponad 30 minut o podróż. Jestem tak samo przekonany jak te 3 lata temu, że jedynie dzięki Jego ochronie nic nikomu się nie stało. Jestem przekonany, że tylko dzięki Jego łasce mogliśmy wyjść z tego cało. Dzisiaj jestem wdzięczny, że mogę znać Jezusa jeszcze bardziej i widzieć jak pomaga mi przejść najtrudniejsze momenty w moim życiu. Jak jest wtedy kiedy ciesze się i jak wtedy kiedy jestem smutny. Piszę o tym dlatego, że wiem, że po tych 3 latach od tamtego czasu, mogę śmiało powiedzieć, że wierzę, że tylko dzięki Niemu dzisiaj każdy z nas żyje. Wiem też, że tamtego dnia znalazłbym się w niebie, ponieważ uczyniłem Jezusa moim Panem i Zbawicielem, ale nie wiem czy cała 5 z nas znalazłaby się tam tego dnia.
Dawid.

Miałem podobne przeżycia ostatnio:)
Naj[pierw napadli na nad dresy, a jak uciekliśmy, to 10 min. później w autobus walnął pociąg.
Nikt nie zginął. Po 3 dniach ja i wszyscy moi znajomi byliśmy w domach.
2 zdarzenia, które mogły się skończyć naprawdę tragicznie, a nie dość, ze nic nam się nie stało, to jeszcze dostaliśmy odszkodowania od MZK
Bóg jest wielki:]
Od Dawida: poprawiłem błędy.